ROZDZIAŁ 2
Gadałyśmy o głupotach, to o planach na wakacje, to o ludziach którzy nas mijali. Miło było spędzić czas z osoba, która Cię nie oceniała. Siedząc pod osłona drzew, nie spostrzegłyśmy, że niebo zrobiło się szare, a gorąco wakacyjnego dnia stopniowo ustępowało chłodnemu powietrzu. Nim się zorientowałyśmy zagrzmiało.
-Natalia, panicznie boję się burzy!- Pisnęłam.
-Weź szybko rower i jedziemy do domu.- Odpowiedziała.
Nie zdążyłyśmy, jak na złość rozpadało się od razu po wypowiedzianym przez dziewczynę zdaniu.
-Schowajmy się do altany!- Zawołała, przekrzykując deszcz i wiatr.
Dopiero teraz zauważyłam, że trzęsę się z zimna. Szybko chwyciłam rower i pobiegłam w stronę altany, Natalia zrobiła to samo. W środku zabudowaniu już ktoś był. Byli to chłopcy "na oko" starsi od nas o jakieś trzy-cztery lata- brunet i blondyn.
Prędko rzuciłam rower i weszłam do środka. Usiadłam na ławeczce najbardziej oddalonej od mężczyzn, przyjaciółka poszła w moje ślady. Wydawało mi się, że kojarzę Ich z naszego osiedla, jednak nie wiem jak mają na imię.
Grzmiało co raz bardziej, a ja wzdrygałam się przy każdym uderzeniu piorunu.
-Mam nadzieję, że to się za chwilę skończy- Powiedziałam do Natalii.
-Ja też.- Opowiedziała dziewczyna.
-Jest mi coraz zimniej.- Dodałam.
Po chwili spostrzegłam, że jeden z chłopaków co chwila na mnie spogląda. Natychmiast oblałam się rumieńcem. Powiedziałam o tym przyjaciółce.
-Chyba masz rację ciekawie o co mu chodzi.- Szepnęła.
Siedziałyśmy w altance jeszcze jakieś pół godziny, deszcz słabł, aż w końcu przestało padać, a burza się oddalała.
-Wiesz co, myślę, że dobrze byłoby się już zbierać, póki deszcz ustał.- Powiedziałam.
-Byle szybko,bo nie mam zamiaru zmoknąć.
Ścieżki w parku zamieniły się w błotne dróżki, a jazda na rowerze wydawała się jazdą na łyżwach. Kiedy odjeżdżałyśmy kątem oka dostrzegłam, że chłopcy również się zbierają. Jechałyśmy w milczeniu. Właśnie wyjeżdżałyśmy z parku przez bardzo zarośniętą jego część, kiedy na kogoś wpadłam. Zdążyłam tylko zobaczyć niebieski rower i biała koszulkę.
-Co do ...?!- Krzyknęłam.
Mój rower przewrócił się, a ja upadłam do kałuży.
Usłyszałam, że rower Natalii zatrzymuję się koło mnie, dziewczyna z niego zsiadła.
-Nic Ci nie jest?!- Zawołała.
-Chyba nic, trochę bolą mnie kolana i jestem cała mokra.- Odpowiedziałam. -W kogo do licha ja wjechałam?- Dodałam.
W końcu się rozejrzałam dokoła, z dwa metry ode mnie leżał brunet z altanki.
-Hej Ty, żyjesz tam?- Powiedziałam.
Wyglądał gorzej niż ja. Z łydki leciała mu krew, a lewą rękę miał dziwnie wykrzywioną.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz